Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl Tajemnice II wojny światowej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cykl Tajemnice II wojny światowej. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lutego 2011

Tajemnice II wojny światowej. Dezerterzy

We wspomnieniach byłych mieszkańców Piławy Górnej zamieszczono krótką informację, według której 5 maja 1945 roku około godziny 16.00 w pobliżu wzgórza Questenberg rozstrzelano trzech niemieckich żołnierzy [1]. 

Informacja ta, choć szokująca, nie była by zapewne niczym szczególnym (egzekucje odbywały się wówczas na porządku dziennym), gdyby nie skojarzenie tego faktu z pewnym znaleziskiem.
Było to latem 1975 roku podczas robót związanych z budową nitki wodociągowej i zbiornika wyrównawczego na Górze Parkowej. Podczas kopania rowu wzdłuż ulicy Szkolnej (tam wówczas mieszkałem) jeden z robotników natrafił na niemieckie hełmy. Wyrzucając je na drogę, zapytał, czy je chcę.
W tym czasie poniemieckie „skarby” były dla mnie czymś niezwykłym. Pamiętam, że dwa były mocno skorodowane i dziurawe - te zostawiłem na podwórku, a trzeci, który był w najlepszym stanie, schowałem do piwnicy. Po pewnym czasie oczyściłem go i pomalowałem.

Dziś już wiadomo, że ofiarami byli dezerterzy, których podobnie, jak tysiące innych, rozstrzelano w myśl maksymy Hitlera: Der Soldat kann sterben, der Deserteur muss sterben („Żołnierz może umrzeć, dezerter musi umrzeć”). Należy wyjaśnić, że w tym czasie stacjonowały na terenie Piławy oddziały Wehrmachtu, spośród których prawdopodobnie pochodzili skazani. Stacjonujące wojska, oprócz zaminowania piławskich mostów i linii kolejowej, miały za zadanie wzmacniać załogę pobliskiego Dzierżoniowa, ogłoszonego na początku 1945 roku miastem twierdzą ("Festung Reichenbach"). Prócz tego przechodziły tędy oddziały cofające się przed Radziecką ofensywą oraz kolumny uciekających uchodźców.
7 maja, dzień przed wkroczeniem Rosjan, niemieckie wojska opuściły Piławę pozostawiając po sobie, nie znaną dotąd, mroczną tajemnicę.

PS Szacuje się, że podczas II wojny światowej Niemcy rozstrzelali ponad 15 tysięcy dezerterów. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale wyroki nazistowskich sądów wojskowych były w mocy aż do 2002 roku. Dopiero po tej dacie rząd Niemiec anulował je rehabilitując dyskryminowanych dotąd obywateli.

[1] Questenberg – obecnie Góra Parkowa, położona pomiędzy ul. Szkolną a Groszowiecką. 

Literatura:
Czapliński M., Śląsk od pierwszej po koniec drugiej wojny światowej, [w:] Historia Śląska, red. M. Czapliński, Wrocław 2002, s. 406 – 424.
Volprecht S u. G., Gnadenfrei eine Herrnhuter Brudergemeine in Schlesien, 1994

sobota, 28 sierpnia 2010

TAJEMNICE II WOJNY ŚWIATOWEJ. Marsz śmierci


Od 17 do 21 stycznia 1945 roku wyprowadzono z KL Auschwitz i jego podobozów około 56 tysięcy więźniów w pieszych kolumnach ewakuacyjnych. Prowadzono ich głównie na zachód przez Górny i Dolny Śląsk. Główne piesze trasy prowadziły do Wodzisławie Śląskiego i Gliwic, gdzie wiele kolumn przeformowano w transporty kolejowe.
Kolumny ewakuacyjne miały się składać wyłącznie ze zdrowych, silnych ludzi, zdolnych do przejścia kilkudziesięciokilometrowego marszu. W praktyce zgłaszali się także więźniowie chorzy i wycieńczeni, sądzili bowiem, że ci, którzy pozostaną na miejscu zostaną zabici. Razem z dorosłymi więźniami wyruszyli w drogę małoletni więźniowie – dzieci żydowskie i polskie.
Do dziś nie znana jest dokładna data, ale było to pomiędzy 18 a 23 stycznia 1945 roku, kiedy transporty Żydów z KL Auschwitz dotarły do stacji w Piławie Górnej. Stąd, po wyładowaniu z wagonów i uformowaniu w kolumny, więźniowie ruszali pieszo do obozu koncentracyjnego Gross – Rosen. To wydarzenie znalazło swój opis w piławskiej kronice Braci Morawskich, która prawdopodobnie jest jedynym drukowanym śladem marszu śmierci. Oto jego fragment.
„Szczególnie wstrząsające jest dla nas wspomnienie pochodu Żydów pędzonych przez nasze osiedle i przez następne wsie do Gross – Rosen. Były to wygłodzone, całkiem niedostatecznie ubrane postacie. Już na dworcu krzyczeli chórem: głodny, głodny, nie otrzymując choćby odrobiny. Jeden rzucił się pod pociąg, który obciął mu nogi, ale temu nieszczęśnikowi nie udzielono żadnej pomocy lekarskiej. Po drodze niektórzy przewracali się z wyczerpania. Gdy zarzucono eskorcie, że ci nieszczęśnicy są przecież ludźmi, padła odpowiedź: Do Gross – Rosen nie doprowadzę nikogo żywego!”
Ruth Nicklas, była mieszkanka Piławy Dolnej wspomina: „Wszystkich ogarniało za każdym razem przerażenie, kiedy SS – mani pędzili przez naszą wieś kolumny więźniów Żydowskich. Obóz, który był oddalony od naszej wsi jakieś 40 kilometrów został zlikwidowany, ponieważ nie chciano, by zbliżająca się Armia Czerwona została naocznym świadkiem zbrodni, które się tam wyprawiały. Nam mówiono wtedy tylko, że ów obóz to „obóz pracy” (tzw. Arbeitslager), w którym ludzie stroniący od pracy są wychowywani na lepszych obywateli.
Żydzi, których pędzono przez wieś byli, mimo zimy, lodu i śniegu, ubrani tylko w ich pasiaste, niebiesko – szare stroje z drelichu. Wielu nie miało butów, a obwiązane szmatami stopy. Wszyscy wyglądali na bardzo wygłodzonych. W trakcie marszu nie podnosili wzroku, nie wolno im było mówić. Nam tj. ludności miejscowej, surowo zabroniono dawać im coś do jedzenia lub z nimi rozmawiać. U nas we wsi rozeszła się wiadomość, że Żydzi są prowadzeni na nocleg na podwórze dużego gospodarstwa [1]. Tam chorych i słabych rozstrzeliwano przed glinianym dołem, a jeszcze żyjącym wrzucano otręby do wypełnionych lodowatą wodą koryt dla bydła. Przemarsze setek Żydów trwały wiele dni. Miejscowa ludność była świadkiem wielu okropności SS – manów wobec Żydów (bicie kolbami i kopanie). […] Nigdy przedtem nie widziałam tak wygłodzonych i godnych pożałowania ludzi”.
Inny świadek tamtych wydarzeń wspomina: […] „Widziałam, jak do kamiennych żłobów wypełnionych lodowata wodą wsypywano otręby, które miały służyć więźniom [Żydom pędzonym przez Piławę] za posiłek. Więźniów chorych, rannych bądź za słabych do dalszego marszu prowadzono na brzeg glinianego dołu i zastrzeliwano; martwe ciała wpadały do dołu. Co się stało z tymi, którzy następnego dnia pomaszerowali dalej, nie wiem”.
Do dziś nie wiadomo ilu Żydów wówczas zabito, a także ilu zmarło podczas transportu z KL Auschwitz do Piławy Górnej. Nie wiadomo też, czy kolumny dotarły do obozu w Rogoźnicy [2]. Ze względu na brak listów transportowych oraz dokumentów potwierdzających dotarcie na miejsce, istnieje prawdopodobieństwo, że skierowano je do Czech, lub razem z innymi wywieziono w głąb Rzeszy.
Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy ilu więźniów przeżyło marsz śmierci z Piławy Górnej do Gross - Rosen. Zapewne wielu zmarło z wycieńczenia, chorób i zimna, wielu też zostało zabitych przez esesmańską eskortę.
Wspomniany marsz był jednym z kilkudziesięciu, jakie zarządzono na rozkaz Himmlera w styczniu 1945 roku. Pieszo i pociągami ewakuowano ogromną, nie możliwą już do ustalenia liczbę więźniów, z których znaczna część straciła życie na trasach ewakuacyjnych, bądź w późniejszym okresie w obozach w głębi Rzeszy. Przykładem niech będzie ewakuacja z obozu Janinagrube (filia KL Auschwitz) do Gross – Rosen, gdzie z ośmiuset więźniów sześciuset zmarło podczas osiemnastodniowego marszu śmierci .

[1] Dawne gospodarstwo Roten hof, obecnie ul.Błotnista 14.
[2] Rogoźnica, powojenna nazwa wsi Gross – Rosen.

Literatura:
1. Gielo J., Gross – Rosen, Warszawa 1970
2. Mołdawa M., Gross – Rosen, obóz koncentracyjny na Śląsku, Warszawa 1979
3. Strzelecki A., Wyzwolenie obozu i akcja pomocy wyzwolonym więźniom [w:] Oświęcim –         hitlerowski obóz masowej zagłady, Warszawa 1987
4. Wspomnienia Ruth Nicklas
5. Auschwitz.org.pl

sobota, 27 lutego 2010

TAJEMNICE II WOJNY ŚWIATOWEJ. Robotnicy przymusowi i jeńcy wojenni w Piławie Górnej

 
Fabryka włókiennicza E. Erxleben & Co, 1943
Rozpętana przez Niemcy II wojna światowa nie była jedynie aktem agresji militarnej. W toku wojny, przy pomocy ogromnego aparatu administracyjnego i rozległych środków terroru, miliony ludzi z prawie 20 krajów Europy zostały deportowane do Niemiec w celu eksploatacji siły roboczej.

Zebrane w ostatnim czasie materiały ujawniły nowe fakty związane z II wojną światową. Wynika z nich, że na terenie Piławy Górnej wykorzystywano cudzoziemców do prac w fabrykach, warsztatach rzemieślniczych i gospodarstwach rolnych.
W ciągu wojny w Gnadenfrei* pracowały cztery – składające się z jeńców - komanda robocze, i dwie grupy robotników przymusowych. Dziś wiadomo, że jeńców dostarczano ze Stalagu VIII A ze Zgorzelca. Był to obóz przeznaczony dla szeregowców i podoficerów założony przez dowództwo Wehrmachtu we wrześniu 1939 roku. Już na początku wojny przebywało w mim ok. 8 tys. jeńców polskich. Od połowy 1940 roku zaczęto tu kierować jeńców francuskich, belgijskich, angielskich, a od 1941 roku jugosłowiańskich i radzieckich. Warto dodać, że w 1944 roku na terenie powiatu dzierżoniowskiego pracowało 1886 jeńców tego obozu. Kolejnym faktem jest to, iż oprócz zatrudnionych w fabryce zbrojeniowej Atlas Werke (zobacz art.: Atlas Werke w Gnadenfrei) druga grupa robotników przymusowych pracowała w fabryce włókienniczej E. Erxleben & Co (obecnie Młynarska 4, od 1955 r. Piławska Fabryka Przemysłu Jedwabniczego, dalej P.F.P.J.). Tę grupę zatrudniali prawdopodobnie jej ówcześni właściciele. Wśród licznej załogi pracowało w niej pięćdziesięciu Żydów, których w drugiej połowie 1943 roku rozstrzelano w pobliżu Rybiej Góry. Należy dodać, że na zachowanej liście robotników przymusowych z fabryki Erxlebena znajduje się kilka polsko brzmiących nazwisk.

Prawdopodobnie ostatnią fabryką, w której prowadzono produkcję na potrzeby III Rzeszy, była fabryka wzornictwa tkanin, tzw. Scholkmann Fabrik (od 1957 r. oddział „ A” P.F.P.J., obecnie Bolesława Chrobrego1). Na potrzeby armii  zakład rozpoczął działalność 19 maja 1943 roku. Po zmianie maszyn cudzoziemcy pracowali tu przy produkcji konserw warzywnych. Kilka lat po wojnie, w jednej z hal znaleziono tablicę, na której widniała nazwa „Landwirtschaftliche Konserven Fabrik...”.
Według oficjalnych danych pod koniec 1944 roku w powiecie dzierżoniowskim przebywało 12.609 robotników przymusowych.

* Gnadenfrei, niemiecka nazwa Piławy Górnej.

P S
Na obecnym etapie badań nie mogę ustalić, w których gospodarstwach pracowali cudzoziemcy. Mogę jedynie przypuszczać, że były to największe piławskie folwarki, m.in. Schmolzhof, Gladishof, Seidlitzhof i Oberhof.

Literatura:
1. Praca zbiorowa pod redakcją Bogdana Cybulskiego, Dolny Śląsk 1945 – 2005, Wrocław 2005
2. B. Mass, Zwangsarbeit von Polen und Polinnen im Dritten Reich, Berlin 1995

sobota, 19 grudnia 2009

TAJEMNICE II WOJNY ŚWIATOWEJ. Atlas Werke w Gnadenfrei

   Pod koniec 1943 roku sytuacja wojenna nazistowskich Niemiec wymagała szczególnego wzmożenia produkcji zbrojeniowej, a tę można było prowadzić na Dolnym Śląsku, nie narażonym bezpośrednio na działania wojenne i bombardowania. Przenoszone tu (od wiosny 1943 roku), bądź budowane na miejscu zakłady przemysłu zbrojeniowego, a także realizacja nowych zamówień wymagały sił roboczych, które w coraz większej liczbie zaczął dostarczać hitlerowski obóz koncentracyjny Gross – Rosen.
   Przeniesiony z Bremy do Gnadenfrei oddział Atlas Werke znalazł swoją siedzibę w nowo wybudowanej fabryce, która powstała na przełomie 1943 i 1944 roku przy ówczesnej Habendorferstrase.
Dwie duże hale zostały wzniesione przez tajne - składające się z więźniów narodowości żydowskiej -    komando z KL Gross – Rosen, które zajmowało się budową mniej znanych obiektów na Dolnym Śląsku. Dziś wiele wskazuje na to, że oprócz załogi Atlasa na terenie piławskiej fabryki zbrojeniowej pracowali więźniowie z obozu koncentracyjnego w Rogoźnicy (jeńcy wojenni i robotnicy przymusowi). Niestety, jak dotąd nie udało się odnaleźć żadnych dokumentów potwierdzających to wydarzenie. Mimo to można przypuszczać, że więźniowie mieszkali na terenie fabryki przy dzisiejszej ul. Groszowieckiej, lub doprowadzano ich z jednego z podobozów działających na terenie naszego powiatu. Dowodem na to drugie może być fakt, że filie KL Gross – Rosen istniały w Dzierżoniowie, Bielawie, Pieszycach, Mościsku i w Niemczy.

Jak wynika z moich dotychczasowych badań, wiosną 1943 roku zajęto na potrzeby Atlas Werke hale w opróżnionej tkalni Zimmermanna (po wojnie Piławskie Zakłady Przemysłu Odzieżowego, potem Z.P.O. Bobo), natomiast w październiku 1943 roku zajęto gmach Szkoły Dziewcząt przy ulicy Szkolnej 6 (obecnie Specjalny Ośrodek Szkolno – Wychowawczy). Na początku lat 90., gdy odtajniono część niemieckich akt, okazało się, że produkowano w nich (między innymi ! ) części do silników elektrycznych stosowanych do napędu jednoosobowych torped kierowanych typu Neger i Marder. Dziś także wiemy, że po zajęciu Gnadenfrei przez oddziały Armii Czerwonej, z nieznanych dotąd przyczyn zamknięto dla ludności cywilnej teren obejmujący niemal połowę miejscowości. Wtedy były to: od wschodu, Feldstrase (obecnie ul. Fabryczna), od zachodu, Habendorferstrase (ob. ul. Groszowiecka), od północy, Kleine Seite (ob. ul. Mała), od południa, Topferstrase i Schulstrase (ob. ul. Krótka i Szkolna) razem z placem Piastów Śląskich (wówczas Kirchplatz) i parkiem.
Do dziś wśród starszych mieszkańców miasta funkcjonuje nazwa „ruska dzielnica”, którą określa się obszar zajęty wówczas przez Rosjan. Należy zaznaczyć, że teren zamknięty był do kwietnia 1947 roku. Dopiero po tej dacie „wyczyszczone” obiekty przejęło Wojsko Polskie.




P.S.
Jak dotąd nie udało się zdobyć żadnego dokumentu, który określałby, co jeszcze produkowano w piławskiej fabryce Atlasa. Nie natrafiono też na jakiekolwiek informacje mówiące o badaniach przeprowadzonych zaraz po wojnie przez rosyjski wywiad, oraz polskie instytucje wojskowe i państwowe. CDN

***
Poniżej możecie Państwo obejrzeć propagandowy film ukazujący niemiecką torpedę Neger w akcji.


Więcej informacji na ten i inne tematy związane z historią Piławy Górnej znajdziecie Państwo w książce p.t. „Piławskie opowieści. Zeszyt historyczno – krajoznawczy nr 8.”